dla kogoś – „Ptasiek”

„Wierzyłeś zawsze w to, co dobre
Pierwsze i czyste
Zabrakło drogi sercu bliskiej
Wybrałeś ciszę

Czy pamiętasz jeszcze mnie,
Dziewczynę z rzeką w tle?
Nad nami kaskady gwiazd
Mówiłeś: ”Trzeba żyć, nieustannie goniąc sny”
W Twoich oczach nie było dna

Gdziekolwiek jesteś dziś
Twoja iskra się we mnie tli
Będę niosła ją dalej w świat
Za to, co mam w sobie, dziękuję Tobie

Nad miastem chmur pobladłe cienie
Martwe ulice
Powracasz do mnie myśli lśnieniem
Furkotem skrzydeł

Czy pamiętasz jeszcze mnie
Dziewczynę z rzeką w tle?
Nad nami kaskady gwiazd
Mówiłeś: ”Trzeba żyć nieustannie goniąc sny”
W Twoich oczach nie było dna

Gdziekolwiek jesteś, wiedz
W moich żyłach wrze Twoja krew
Z pestki pragnień zakwita sad
Za to, co mam w sobie, dziękuję Tobie
Dziękuję Tobie, dziękuję Tobie

Czy pamiętasz jeszcze mnie
Dziewczynę z rzeką w tle?
Mówiłeś: ”Trzeba żyć nieustanni goniąc sny”
Gdziekolwiek jesteś, wiedz
W moich żyłach wrze twoja krew
Za to, co mam w sobie, dziękuję Tobie

Czy pamiętasz jeszcze mnie
Dziewczynę z rzeką w tle?
Nad nami kaskady gwiazd..”

A.Lipnicka

:) słuchając tej piosenki myślę o wielu osobach…A jednej szczególnie, która obudziła mnie i pokazała, że wiele jest możliwe, trzeba nieraz ciężko na to zapracować i raczej wybierać, ale warto. Marzenia naprawdę się spełniają, tylko trzeba postawic ten pierwszy krok, następny, następny i nie ustawać.

On nie wie, niby nie zrobił nic wielkiego, ale to był akurat ten właściwy moment i właściwe słowa. Dziękuję MB :)

nowe doświadczenie

Zmieniając pracę byłam przekonana, że będę miała więcej czasu na bloga…myliłam się…chociaż teraz powinno być lepiej, nie ma już tylu grup, gdyż rok szkolny się skończył i można odetchnąć.

Wreszcie miałam czas na to, co zawsze chciałam zrobić, czyli oddać krew – pierwszy raz. Nigdy nie mogłam się wyrobić w czasie, kiedyś miałam podejść rano, gdy w planach była popołudniowa zmiana…w zeszłym tygodniu miałam wolne i całe szczęście, że nie musiałam potem iść do żadnej pracy.

Ale od początku. W reklamach akcji wszyscy z uśmiechami na twarzy namawiają do niej gorąco. Faktycznie sezon wakacyjny, regularni dawcy na urlopach, a krew zawsze potrzebna. Reklamy mówią, że to nie boli, że szybko, że dostaje się coś słodkiego, że robi się coś dla innych.

I rzeczywiście, myśl o tym, że komuś chociaż trochę mogę pomóc przesłania niedogodności. Nie będę mówiła, że wszystko było super. Mam bardzo cienkie żyły, więc już samo wkłucie było trochę dla pielęgniarki problemem, ale udało się. Tu jeszcze ok, bo igła mniejsza. Ale mimo, że piłam sporo tego ranka, wcale nie było to wystarczające, na szczęście miałam wodę do picia po pobraniu. Badanie lekarskie ok. Lekarz pyta się czy potrzebne jest zaświadczenie do pracy o usprawiedliwionym dniu wolnym. No mnie akurat nie było trzeba…No i potwierdza, że mogę być dawcą.

Wygodny fotelik, świetne towarzystwo (pośmialiśmy się z współdawcami) i ONA – gruba IGŁA. No dobra, może przesadzam, dla tych co widzą ją na co dzień pewnie nie robi wrażenia…ale na mnie już tak. Czuć, że ją wbijają, czuć, że coś siedzi Ci w żyle. Super-przyjemne to to nie jest, ale nie boli i jest jak najbardziej do wytrzymania. Trochę musiałam popracować ręką, aby było lepsze ciśnienie. W końcu jednak worek napełnił się odpowiednią ilością krwi.

Po wyjęciu igły wszyscy zalecają aby pozostać na miejscu, nie podnosić się gwałtownie, aby organizm mógł powrócić do równowagi. I tu był jeden problem, nikt wystarczająco mocno nie naciskał na mnie, aby leżeć odpowiednio długo…czułam się właściwie dobrze, stwierdziłam więc, że nie będę leżała i zajmowała miejsca dla następnych. Oczywiście ze trzy razy pytali się mnie czy dobrze się czuję, ale naprawdę oprócz lekkiego osłabienia (jakie mam np. po zatruciu czy przeziębieniu, przy którym zupełnie nic się nie dzieje) nic mi nie dolegało i postanowiłam opuścić salę. Do pewnego momentu wszystko było dobrze, mieliśmy z mężem iść jeszcze do biura (to u niego w jednostce była akcja krwiodawstwa), kiedy nagle poczułam dziwne odrętwienie?ucisk w nogach?, a po chwili całkiem odjechałam. Ocknęłam się kilka sekund później, leżąc na chodniku z nogami do góry.  Wystraszone twarze męża i przechodniów mówiły same za siebie…Przybiegł lekarz, zmierzył ciśnienie (tak niskiego to chyba nigdy nie miałam), no ale cóż mógł zrobić, skoro nie chciałam odpoczywać? Doszłam do siebie po jakimś czasie, na szczęście znajomy zaproponował transport do domu, napchałam się czekoladą, która dali po pobraniu (większą część słodyczy można było oddać dla domu dziecka, prewencyjnie zostawiłam sobie tabliczkę), ale cały dzień potem przeleżałam w łóżku, bo jakoś słabo się czułam…ot taka historia…..

Spytacie czy po tej całej akcji kiedykolwiek pomyślę jeszcze o krwiodawstwie? Odpowiadam zatem: TAK! Tylko na pewno znajdę sobie jakąś wygodną kozetkę w sali obok, nie zejdę z niej przez godzinę lub dłużej i nie będę w tym dniu brała już żadnych zleceń, bo faktycznie mogłabym nie dać rady oprowadzać.

Powiem jedno: warto!!! jednak ile by się każdy z nas nie naczytał teorii, praktyka może być inna, każdy inaczej reaguje, więc najpierw trzeba poznać własne możliwości, aby jak najlepiej później się zachować i zadbać o własne bezpieczeństwo. Najlepiej też iść z zaufaną osobę na wszelki wypadek.  Liczba ludzi, która w tamtym dniu oddawała krew była naprawdę duża, więc potwierdza to, że nie jest to jakieś szczególnie bolesne czy trudne doświadczenie. Tym bardziej, że pielęgniarki mają już wprawę, kiedy pobierają krew przez lata. Pomyślcie sobie, że ta krótka chwila nieprzyjemności, którą naprawdę da się znieść nic nie znaczy wobec tego, że może przynieść życie i wspaniałe chwile temu, kto tą krew otrzyma.

 

 

 

 

powrót

chcę pisać…nie miała do tego czasu, może ochoty, bo nie lubię nic na siłę. Obiecałam sobie, ze teraz to się zmieni, bo tyle myśli w mojej głowie..a nie będzie już 2 ludzi, z którymi mogłam wymieniac poglądy, uczyć się itd.
Zobaczymy jak pójdzie…

Zapis z podziemia R. Wojaczek

Rok łagodnego światła
Wzrok zdolny cieszyć się
Słuch cierpliwy i chłonny
Głos jedynego Boga
Dłoń kochanej kobiety
Dłoń w jej poważnej dłoni

Twarz kochanej kobiety
Pierś kochanej kobiety
Brzuch kochanej kobiety
Srom kochanej kobiety
Jęk kochanej kobiety
Spazm kochanej kobiety

Dreszcz rozkoszy
Płaszcz szczęśliwy
Głód zaspokojony

Chleb z zasłużonej mąki
Schron z bezpiecznego domu
Gość poproszony w dom

Grosz pewnie zarobiony

Rym wdzięczny
Wiersz serdeczny
Noc spokojna
Sen co przynosi sny
Sny a nie koszmary
Świt nieokrutny

Strach opanowany
Gest odmierzony
Puls równy
Krok stanowczy
Wdzięk osobisty
Rdzeń wydajny

Kość prosta
Krew obfita

Ból sublimujący
Trud nienadaremny
Śmiech niehisteryczny
Smak subtelny

Los człowieka

Deszcz ożywczy
Śnieg nieuciążliwy
Mróz niedotkliwy
Piec ciepły

Łyk dobrej wódki
Woń róży

Czas pokoju
Zmysł zgody
Myśl lotna

Cel wytyczony
Śmierć pobożna

Nie dla mnie.

Nowy Rok 1970

ludzka natura….

„By lepiej poznać ludzi wystarczy tylko raz coś zrobić wbrew ich woli”

przyjrzeć się
posłuchać

ciekawych rzeczy można się dowiedzieć
szkoda, ze tak często poznajemy wtedy tę złą stronę…ale lepiej być świadomym czego można się spodziewać, niż się łudzić:)

o miłości

„Wzrostowi miłości musi towarzyszyć otwarcie się człowieka na drugą osobę – „Ktoś musi w moje życie wtargnąć, musi je zagarnąć, czasem nawet rozwalić” – mówił kaznodzieja porównując naukę miłości do mozolnego powstawania perły. – „Aby prawdziwie kochać trzeba ograniczyć siebie, przyjąć coś, co nie jest mną”

Pięknej miłości służą trzy kroki. Doskonałą ich ilustracją jest opisana w Ewangelii historia choroby teściowej św. Piotra. Jezus wykonał trzy gesty względem kobiety. Podszedł do niej, aby zobaczyć sytuację jej oczami; ujął ją za rękę, co jest symbolem szacunku i delikatności, a następnie podniósł ją. Wówczas – zdaniem kaznodziei – kobieta poczuła, że została potraktowana z miłością i doceniona.

Na sądzie ostatecznym będzie nam zadane tylko jedno pytanie: Czy nauczyłeś sie kochać?”

Z kazania o.Szustaka

"Niebo złote ci otworzę,
w którym ciszy biała nić
jak ogromny dźwięków orzech,
który pęknie, aby żyć
zielonymi listeczkami,
śpiewem jezior, zmierzchu graniem,
aż ukaże jądro mleczne
ptasi świt.

Ziemię twardą ci przemienię
w mleczów miękkich płynny lot,
wyprowadzę z rzeczy cienie,
które prężą się jak kot,
futrem iskrząc zwiną wszystko
w barwy burz, w serduszka listków,
w deszczów siwy splot.

I powietrza drżące strugi
jak z anielskiej strzechy dym
zmienię ci w aleje długie,
w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,
aż zagrają jak wiolonczel
żal - różowe światła pnącze,
pszczelich skrzydeł hymn.

Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne - obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.
Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył."
K.K.B.

złote niebo dla mnie zamknięte
nie ma nikogo kto by chciał je otworzyć

został pył

pył ze wspomnień
o tym jak kiedyś było inaczej

miłe słowa były dla kogoś innego

pył wspomnień
jak kiedyś potrafiłeś mówić
czy zrobić,
kiedy nie było obrączek 
i szarej codzienności..





how?

How to know you r telling me the truth?
How to know you told me everythng I asked,
without a lie,
without a hiding some answers,

that you didn't just said
what I wanted to hear

I should leave you
you know that
don't you?

I am talking to you,
but you do not listening,
you do not care.

Maybe you read it
but you don't want to understand,
you won't do anything,
as usuall.

Voices are calling me from abroad,
they saing I can be happy there...

And there is one stupid voice
from my conscience and honesty
to be responsible what I said,
what I have promised...

You see how much different I am,
comparing to you?

You did not listen that voice,
maybe you don't hear it,
maybe you don't have it?

I do not want life with you
sometimes
as you still do not care.

How to know many things will change for better?
How to know you will tell always the truth?