………

Niespokojne serce wybija rytm życia mojego..pytam co mu jest? ale ono milczy..
Pytam rozumu dlaczego tak dziwnie się czuję..nie umiem określić jak..tez nic nie mówi..nie rozumie tego..

Cichutka myśl gdzieś z głębi woła, że to dlatego, że coraz bardziej jej zależy..że coraz bardziej stajesz się częścią jej zycia..coraz bardziej i więcej dla niej znaczysz..
Czy to dobrze? – pyta rozum, pyta serce….

……….

„Bo ja się uczę największej
sztuki życia,
uśmiechać sie zawsze
i wszędzie
i bez rozpaczy znosić ból
i nie żałować tego co przeszło
i nie bać sie tego co będzie

I nauczyłam się
popędzać czas myślami
co bezlitośnie się wlecze
i wiem jak ciężko trzeba
walczyć z sobą,
aby nie upaść i być
człowiekiem.”
nn

Wciąż się uczę..i tak mało umiem..

dlaczego tak mało prawdziwych ludzi wśród ludzi?
chcę być tym prawdziwym…

„mamie”

byłaś przy mnie
z rozwieszoną w pralni siateczką nerwów
przemoknięta w kolejce po cukier
lepsza od chleba
poszarzałaś jak świt przed dniem
kiedy poproszę
zapomnij moje ciernie
w Twojej koronie
E. Libura

Nie umiem kochac Jej tak, jak powinna córka..może ja wcale nie potrafię kochać?
wyrzuty sumienia?
..tak..bo przecież jest..przecież też kocha?
..zbyt wiele niedobrych rzeczy, które wciąż bolą, wciąż na nowo się dzieją..
..poważne kłótnie..a potem jakby nic śmiejemy się z głupot lub normalna rozmowa o życiu czy innych sprawach – moja codzienność..

chcialbym mieć normalny dom….

ona

Nieistotna w chaosie otoczenia..dziecko złotych pól, gwazd i przestrzeni, które zamknęło się w betonowej klatce wielkiego miasta..malutka i niepotrzebna nikomu w wielkim, niezrozumiałym świecie..naiwna, głupiutka dziewczynka, siedząca na krawędzi dachu…skoczyć? czy jeszcze wierzyć..w co? we własne wybory, które ogranicza stach, lenistwo, egoizm?..zagubiona w tysiący mysli, pytań i sprzecznych odpowiedzi..

po co nam życie..wieczność..dokąd ma iść?

dlaczego?

zimno…….

notka nie dla Wojtka:PPP

Byłam na Troi:))) Parys? scena kiedy stchórzył i rzucił się pod nogi Hektora już była nie do strawienia, Achilles – hmm, ciekawa postać, ale ta jego smierć, szkoda słów, film jak film, właściwie dobrze zrobiony,niezłe sceny walk, nic więcej specjalnego, typowa amerykańska superprodukcja…jest tylko jedno ale…nie, nie Ania nie zaśliniła podłogi, nie przykleiła sie do ekranu, nawet zbyt wiele nie wzdychała, no co próbuje być dorosła:P…prawie całkiem spokojnie oglądała sobie Brada i Obisia…nie będę komentować, ich ciałka trzeba poprostu zobaczyć…i jeszcze te obisiowe spojrzenia, kiedy patrzył na Helenkę…nie, z bloomozy nie da się wyzdrowieć, czasem troche mniej dokucza, ale jak zobaczy się takie widoki jak w filmie…film był po stokroć warty pójścia na niego, kiedy widzi się coś takiego!!:))
46.jpg
Wojtek już pewnie obmyśla sposób, jak dorwać takiego ślicznego brązowookiego i skopać mu tyłek, żeby więcej nie zawracał w głowie fankom;) I tak wolę cię 100 razy bardziej niż Obisia i Pitta razem wziętych:*

Udało mi się w końcu wysłać dokumenty do Anglii, wreszcie, bo wszystko było przeciw mnie, łacznie z remontem i zamknięciem z tego powodu pobliskiej poczty i godzinnego stania w kolejce na Krynickiej. Mam nadzieję, że po drodze nigdzie nie zabłądzą…bo mam już dość załatwiania tego wszystkiego, kiedy nie mam na to czasu….co to ja jeszcze chcialam…a juz chyba nic, dowidzenia kochanym czytelnikom, buziaki:*

żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce….

to bym miała już prace dawno skończoną:/ fakt, jak już siąde i się wkręcę to mogę dużo napisać, ale siąść do niej…to jest ból!! Właściwie cała ta dzisiejsza notka jest tylko po to, zeby jeszcze nie klikac na ikonkę z napisem rozdz IV.
Buuuuuu, no tak mi sie nie chce pisac, za oknem słoneczko, a ja przy kompie, buuuuuuu:”((((((

Co to ja miałam jeszcze…a jakiąś godzinę temu wyrwalam się w końcu z tego całego przyjęcia komunistycznego u Tomcia…oczywiście żeby prace pisać…
wynudziłam się tam przeogromnie, no bo ile możnma siedziec przy stole i patrzeć się w talerze:/dobrze, że chociaż z Martą i Gochą wyskoczłyśmy na mały spacerek…z jednej strony nie znoszę tych wszystkich przyjeć i uroczystości, szopki w kościele, słów „no jedzcie, jedzcie” kiedy czujesz się najedzony do granic możliwości:// Jedyne co mnie uradowało to tort z bita śmietanką, mniam!! No i milą rzeczą jest to, że chociaż od święta człowiek może poczuć, że ma jakąś rodzinę…szkoda, że tylko wtedy…
Dobra, koniec tej badziewnej notki, spronuje wziąść się za prace, buuu, nie chce ktoś za mnie dokończyć?? nawet piwo moge postawić w zamian!;)

Sen?

„nagle los mi dał
wszystko co chcialam mieć
w koncu jesteś ty, jestem ja
zabrał całe zło, bym mogła wierzyć ci
że będzie zawsze tak
jak w tę noc

i drżę w jej blasku całkiem bezsenna
bo wiem, że tak bardzo mnie chcesz

w każdą noc będziesz zawsze tylko mój
tylko ty stopisz we mnie serca lód
jak każda noc i ty odejdziesz
zostań nim skradnie mi cie dzień
rankiem powiesz to był sen…….”
K. Kowalska

Zawsze uwielbiałam słuchac tej piosenki, marzyć, ze będzie Ktoś…teraz gdy jej słyszę myślę o nim…o dniach, które były, o jednym z najlepszych weekendów :))(było cudownie!!) i dniach, które jeszcze nadejdą…że wszystko jest i będzie dobrze…

Nie mów, ze to tylko sen…chociaż nie wiem do końca…kiedy znowu zasypiam mogąc przytulić się tylko do starego, wypłowiałego miśka…

Czasem myślę, ze jestem głupia i naiwna…bo wierzę w twoje słowa i ufam…dziwię się sama sobie, to nie jest mój naturalny stan…może chcę dać się oszukać…choć przez chwilę poczuć, jak to jest być szczęśliwym….

heh…

Czy wiesz jak smakuje szczęscie?
Jak smakują sny, które stają się
rzeczywistością…..
najprawdziwszą

Chce wierzyć w jego słowa,
ufać, ze są prawdą
cieszyć się każdym dniem
bo jest z nią….

Kołacząca w umyśle świadomość,
że za szczęscie
przyjdzie jej zapłacić

bo zycia takie właśnie jest
dla niej…………

Wochenende was super:))
Impra u Sylwi, świetni ludzie, z niektórymi z nich tyle czasu już się nie widziałam i brak kaca na następny dzień…:D
A potem przyjechało moje kochanie…
Tak mi było wczoraj i dziś dobrze z tobą! Dziękuje:*
Ech…a za pięć dni:))będę chyba jedną z najszczęśliwszych osób na Ziemi…
i jeszcze te płatki róż…skąd ty znasz moje marzenia?

„O radości…”

No i weszliśmy sobie dziś do UE…Na mnie nie zrobiło to większego wrażenia…no cóż, ekonomiczne fakty przemawiaja za i nie ma co sie tu spierać, chociaz jeszcze długa droga przed nami, żeby było lepiej…

Ale co to za święto, kiedy wszystkie sklepy sa pootwierane, wszaystko jest takie samo, moze z wyjątkiem flag na ulicach, a i napastliwych relacji w tv i radiu…tam to dopiero pełen entuzjazm:/

I tak uważam, ze nic nam nie pomoże, oprócz nas samych, nas: ludzi ludziom, kiedy wreszcie zrozumiemy, ze pieniądze nie są najwazniejsze, że nasza obojętność jest największą tragedią, kiedy nauczymy się nawzajem rozumieć, pomagać, kochać…dopiero wtedy możemy liczyć na lepsze jutro…Unia nam tego nie da, wszyscy, nie tylko w Europie musimy to zrozumieć…

Byłam wczoraj (to znaczy dziś w nocy) na rynku. Oczywiście była wielka feta, sztuczne ognie, koncerty…nie ma drugiego takiego miejsca, jak wocławski rynek: pełen rozbawionych, przyjaznych ludzi…nasz rynek żyje praktycznie całą dobę(w odróżnieniu chociazby od Jeleniej, gdzie już o 20 jest pusto i nieprzyjemnie na ulicach:/), a już najbardziej tętni, kiedy sa takie własnie uroczystości…klimat naszego miasta jest najlepszy w Polsce i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej!!

Po północy grał Dżem, raczej spokojnie, więc nie wyszalałam sie zbytnio…ale mam straszną ochote tak na maxa wyskakać sie na jakimś porządnym koncercie, nie wiem, czy jutro pojdziemy na Kayah, ale w Juwenalia nie ma że boli, idę się wyżyć!!