live in edinburgh

Lato jeszcze nie dotarlo do Edynburga..choc wszedzie jest zielono, kwitna kwiaty, a Szkoci chodza w t-shirtach i klapkach, to dla mnie wciaz jest zimno i bez bluzy cz kurtki sie nie obejdzie..a taka mialam nadzieje, ze bede mogla sobie w ogrodku sie poopalac..a tak to conajwyzej oge w deszczu sie wykapac:/ chociaz teraz akurat przestalo padac…

no w koncu wolne i troche mozna odpoczac…:)

jakos przezylam wczoraj grupe 30 hiszpanow, rawie nie mwoiacych po angielsku…kumpela juz poszla do domu i zostalam sama, mialam dokonczyc nakrywac stoly i przygotowac bar na wieczor..nic ciezkiego i trudnego..a tu ONI..horror..hiszpanie jako tacy sa bardzo przyjazni i sympatyczni, ale jako kilenci czy goscie sa potworni!!Przekrzykuja sie jeden przez drugiego, jeden za drugim wolaja o cos nowego i stadami glosno naradzaja sie nad najmniejsza nawet pierdola…bez pomocy managerow i recepcji to chyba nikt nie dalby im rady…szczerze mowiac ikt u nas w hotelu nie przepada za hiszpanami przez to…milym incydentem bylo to, ze kiedy juz skonczyli jesc, poplacili i zbierali sie do wyjazdy dziekowali i zegnali sie ze mna bardzo serdecznie, a managerka tez potem powiedziala, ze dobrze sobie poradzilam..

Trzeba przyznac, ze w tym hotelu traktowanie racownikow jest na dosc wysokim poziomie. Owszem czasem jest bardzo duzo pracy, jednak zawsze potem podziekuja, powiedza jakies dobre slowo. Nie szukaja na sile tego, co zostalo zle zrobione (jak w Polsce czy u hindusow) i szanuja swoich pracownikow, jako ludzi, a to jest bardzo wazne…

Z innych rzeczy to bylam dzis 1 raz u lekarza tutaj…jakos dalam sobie rade z jezykiem. Co nie zaskoczylo to komputery w gabinecie i recepy drukowane z nich…i to, ze laki dostalam w aptece za darmo :)

Dobra, czas konczyc..ide sobie pofarbowac swe siwe wlosy, bo juz dawno nie mialam na to czasu :] starosc nie radosc…

Buziaki dla wszystkich:**