saturday

I juz po…troche jak sen, ktory mina i zostalo tylko wspomnienie..no nie tylko, bo zostala tez obraczka i podpisany cyrograf..Strasznie to szybko minelo, ze chyba nie zdarzylam jescze calkiem uwierzyc,urzeczywstnic..Wszyscy pytaja i jak to jest po? W sumie tak samo.Bo przeciez przed slubem i tak mieszkalimy razem…tylko, ze teraz nasza milosc potwierdzil sakrament,na zawsze..

Sama uroczystosc w kosciele byla podobna do tego, co dzieje sie w Polsce, ale tez byly nowe akcenty. Przed przysiega zapalalismy 2 swiece. Po tym jak dalismy sobie obraczki, dawaismy sobie takze zlota i srebrna monete, na znak, ze ofiarowywuje sie swoje dobra doczesne. A kiedy malzenstwo zostalo juz zawarte gasilo sie 2 swiece i wspolnie zapalalo jedna na znak, ze jest sie juz jednym :) Ladne prawda?

A potem 3 dni na Isle of Arran. Piekne widoki, niepowtarzalny, szkocki klimat, miejsce w ktorym moglabym mieszkac…

http://picasaweb.google.com/ania.osypiuk

troche wiecej zdjec ze slubu i Arranu. Tylko jeszcze nie rozpracowalam jak dodac wiecej fotek;)

„Nagle los mi dał
Wszystko co chciałam mieć
W końcu jesteś Ty, jestem ja
Zabrał całe zło
Bym mogła wierzyć Ci,
Że będzie zawsze tak……”
K.K.