marcowe pisanie

majac troche wolnego czasu dokonczylam jedna ksiazke, zaczelam druga, obejrzalam pare starszych i nowszych filmow…

chcialam sie wlasnie zatrzymac na jednym z nich – juz dawno chcialam obejrzec „Mala Moskwe”, ale jakos dopiero teraz sie zlozylo (w kraju ponoc teraz serial leci, ale nie zdazylam powiedziec, zeby mi nagrali, niewazne).
Po wczytywaniu sie w Twighliht jakas odmiana i film na moim poziomie chcialoby sie myslec – bo przeciez film opowiada o zbilozonych wiekiem ludziach, ktorzy przeszli juz pewny etap w zyciu i maja problemy, ktore czesto pojawiaja sie wlasnie w tym czasie….

……..bo nawet jezeli kocha sie osobe, ktorej sie przysiegalo,z ktora tworzy sie jakis zwiazek (niekoniecznie malzenski)…czy nie moze sie zdarzyc tak, ze pewnego dnia na naszej drodze stanie ktos, na ktorego jedne spojrzenie wszystko inne straci znaczenie, za dotyk ktorego zapomina sie o wszystkim innym? Jezeli spotka sie kogos, kto moze przez chwile przywroci nas do zycia, pokaze inny swiat, z ktora moze przezyjemy najlepsza chwile swojego zycia?  To co wtedy?

czy wreszcie mozna kochac tak naprawde tylko jedna czy wiecej osob? Mowia, ze jak sie kocha to sie nie zdradza…a jezeli to uczucie jest silniejsze od nas?i gdzie jest ta granica zdrady? Czy mysl o kims innym juz tym jest? Czy pocalunek czy dopiero odejscie?

przeciez u mnie wciaz na scianie wisza tacy, na ktorych chetnie zawieszam oko (wiem Ale, ze Ci sie Frank nie podoba:P), a na dole Wojtek zawiesil kalendarz z metalowymi laskami w skapych skorzanych ciuchach, uh, dobrze, ze Liv Tyler nie powiesil:> ale fakt, ze traktujemy to jako zabawe i przekomarzanie, a nie cos powaznego…wiec sie chyba nie liczy;)

Tak swoja droga jaka jest prawdziwa natura czlowieka?..od pokolen wychowywani jestesmy w poligamii..ale czy nie byla ona jednak stworzona do tego, zeby mimo wszystko ulatwic, uporzadkowac w jakis sposob pewne sprawy…

————————-    ————————————
z obserwacji widze jednak, ze budowanie swojego szczescia na czyims nieszczesciu (zdradzonej osoby) czesto odwraca sie przeciw nim…za piekne chwile przychodzi zaplacic, nieraz bardzo gorzko….tak jak w tej legendzie o ptakach ciernistych krzewow, wspomnianej w innym miejscu..tak jak zaplacila Wiera – swoim zyciem…
chociz nie jest mi jej tak bardzo zal, mimo wszystko…bo zrobila cos, czego nigdy nie zrozumiem – wolala smierc, niz zostac z wlasna corka…nie mogla byc z tym kogo kochala, ale corka byla owocem ich milosci…
W „Samonosci w sieci” Ona byla szczesliwa, ze ma przy sobie czastke Jakuba…ale widocznie kazdy jest inny….

————————-

zastanawialam sie nad tym „co wtedy”…..nie potrafie chyba odpowiedziec…..chociaz dla mnie przysiega przed oltarzem jest swieta i chyba bym sie bala, ze mnie potem pierun porazi….ale przeciez nie wszyscy tak maja…..

To co wtedy?

„Twilight”

a co tam, niech bedzie nowa notka…..

Jakis czas temu dziewczyny opowiadaly jak nasza czterdziestoparoletnia! managerka zchwycala sie „Zmierzchem”, ponoc nie mogla sie oderwac od ksiazki i tak jej sie podoblo, ze miewala jakies erotyczne sny zwiazane z wampirami..

Fakt – na Wyspach kazda wychodzaca czesc sagi budzi ogromne emocje wsod nastolatek (i chyba nie tylko). Jakis czas temu, w bardzo spoznionym tempie do reszty swiata obejrzalam filmy…

gdybym miala znow 16 lat to kto wie………

Ostatnio bylam w bibliotece i akurat wpadla mi w rece 1 czesc, pomyslalam „niech strace, moze ksiazka bedzie lepsza, jak to czesto bywa i przynajmniej oszczedze sobie widoku krecacej durnie glowa Belli, moze rzeczywiscie jest COS w tej ksiazce?”

Nie powiem, ze mi sie niepodoba, nawet sie wciagnelam i czytam sobie po trochu, klnac na jezyk (Meyer uzywa duzo dziwacznych,a przynajmniej nieznanych mi slowek..no ale zawsze sie czegos naucze) i wciaz zastanawiam sie gdzie jest ten haczyk, co wyhacza te wszystkie dziewczeta i robi z ksiazki swiatowy bestseller?

…jest pare ciekawych watkow, podoba mi sie historia Carlisle’a…jednak czytajac wciaz mam wrazenie jakbym czytala cos napisane przez nastolatke, wiele oklepanych motywow i jakies dziwactwa na temat wampirow (ale ja sie tam nie znam na wampirach;) ), a przede wszystkim bezpluciowa bohaterka. Jejju, dawno juz nie czytalam niczego z tak nijaka, nawet glupia, naiwna postacia. irytuje mnie na kazdym kroku. Mialam nadzieje, z w ksiazce bedzie bardziej wyrazista i madrzejsza, ale chyba jest tylko gorzej. Jedyne co mi sie w niej podoba to fakt, ze umie gotowac i bezgranicznie (z naiwnoscia dziecka) potrafi go kochac i ufac..bo nie kazdy przeciez potrafi kochac….To co mnie trzyma przy ksiazce to chyba to, co ciekawego autorka wymyslila odnosnie zachowan Cullenow i tych wilkolakow(co za polaczenie wogole!!!) w nastepnej czesci ksiazki.
Jakby patrzec rozsadnie to brakuje tam jeszcze smokow i wiedzmina, zeby te wszystkie upiory wykosil..Patrzac trzezwym okiem, mam w reku pieprzonego harlequina z ta roznica, ze amanci nie sa normalnymi ludzmi…

a mimo wszystko nie obrazilabym sie jakby jakis przystojny nieczlowiek zabralby mnie na lake pelna kwiatow lub pozwolil poogladac, jak graja w pilke…jakby mozna bylo przezyc jeszcze raz te pierwsze uczucia, niesmiale gesty, slowa i dotyk….taki tydzien z jakims przysojniakiem by wystarczyl…bo chyba nie pragnelabym niesmiertelnosci…