lipiec

W. śpi, ja ma wolne:) wiec może i przydało by sie cos napisac?Bo zawsze tylko zagladam na znajome blogi, a sama nic nie dodaje..

jest wiele spraw, ktore mniej lub więcej zaprzątają moją głowę, mniej lub wecej rzeczy, które cieszą i wkurzają..trochę sie dzieje, ale to wszystko jakos blednie kiedy mysle o tym, że trzeba będzie wracać do Polski! Zalazłam ostatnio czyjes stwierdzenie mówiące, że „świat jest doświadczeniem, Polska domem” – moze i nawet się z tym zgodze..ale jak sobie myślę o powrocie do domu…zaczynam się czuć wciąż mało doświadczona! Może nie mam tu kokosów, niestety nie jestem w stanie tyle zarobić ile planowałam, ale tutaj mam coś innego – WOLNOSC – duzo większą niż w Polsce. Polska, oprócz miłej rzeczy posiadania własnego mieszkania, kojarzy mi sie z uzależnieniem od kredytów, ZUSów, utrudnieniami w działalnosci gospodarczej, beznadziejnymi pracodawcami (o pensjach już nie wspomnę), bandą debili u władzy i inymi takimi..chociaż w sumie jestem na bierząco z tym, co sie dzieje w kraju, myśl, ze wciąż jestem od tego bezpiecznie daleko pozwala mi spokojnie o tym mysleć…
Heh, wiem, że muszę się skoncentrować na dobrych rzeczach, które mnie tam spotkają i nie przerażać sie czymś czego nie ma…to i pare innych rzeczy mimo wszystko powoduje, że wiem, iż już czas wrócić….

tylko, że zawsze pozostanie marzenie o mieszkaniu w Nowej Zelandii czy Kanadzie…dobrze, że Edi nie jest aż tak dalego  jak mnie kiedyś najdzie, to poprostu wsiądę w samolot i znów będę mogła przejśc sie Royal Mail albo poleżeć na trawie w Lauriston – uhhh, bedzie mi tego brakowało…anyway, poki wciąż tu jestem zamierzam jak najwięcej z tego skorzystać i przechadzać sie uliami miasta najczesciej jak się da;)

nie znoszę wybierac…jak bardziej zaadoptować do życia buddyjskie podejscie o odrzuceniu pragnień? jak sie wielu rzeczy nie chce to nie ma problemu, ze nie można ich mieć..uhuhuh..